2012/09/08

Library, bones, mirrors and Alice.

(Z wczoraj)
Siedziałam w jakiejś bibliotece szkolnej, wiedząc, że to moja szkoła, ale nie ta którą znam. Siedzieliśmy wszyscy przy stolikach z arkuszami egzaminów zawodowych i sprawdzaliśmy wyniki. Przeniosłam się ze swoimi papierami na pokrytą szaro-niebieską wykładziną podłogę, siadając i opierając się plecami o regał. Dziwne, bo przyszedł też R. i usiadł przy stoliku. Uśmiechnęłam się, podeszłam, powiedziałam parę słów, wróciłam na swoje miejsce na podłodze. Patrząc przez prawe ramię dostrzegłam między regałami dwie siedzące przy stoliku, rozmawiające ze sobą kobiety. Nagle poczułam, że moje gardło jest czymś wypełnione. Zdziwiłam się lekko. Otworzyłam usta i zaczęłam wyjmować. Kości. Szkielety małych zwierząt. Wyjmowałam, wcale nie ubywało. Ktoś wszedł, popatrzył na mnie i wystraszył się. Nie wiedziałam dlaczego. Obróciłam się do lustra, które było za moimi plecami. Nie przerywając czynności oczyszczania gardła, spojrzałam na swoją twarz. Czerwone oczy, a raczej skóra wokół nich, niespływające łzy w powiekach, rozpuszczone włosy i sukienka a'la Alicja w Krainie Czarów. Zorientowałam się, że jest półmrok, w lustrze nad głową dostrzegłam niebo w kolorach czerwieni, purpury i granatu, a biblioteka była pusta. Wyciągnęłam ostatni odpadek z ust.
I wtedy się obudziłam.

2 komentarze:

  1. Creepy... Nie wiem co to może oznaczać, ale ciekawy koszmar.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, to musiało być okropne. Ale pomyślałam o tym samym co Abi, że ciekawy.

    OdpowiedzUsuń